#the100dayproject czyli 100 dni kreatywnych małych kroczków
Taki przydługi tytuł blogowego wpisu zapewne nie wróży nic dobrego, ale mimo to zapraszam do lektury :)
Dostałam dzisiaj od organizatorów happenningu #the100dayproject kilka pytań na podsumowanie projektu. Jeszcze tydzień i koniec. Zaczęło się 20 lutego, do końca zostało tylko kilka dni...
I serio - tworzyłam przez ostatnie 100 dni codziennie. Każdego dnia coś małego, albo dużego, albo tylko jedną rzecz albo kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt...
I tak mi to weszło w nawyk, że teraz codziennie mam odruch. Jak mycie zębów co rano, jak wieczorna modlitwa czy zwyczajowa kawa po obiedzie. Do listy dobrych nawyków mogę więc dodać "chwilka na tworzenie".
Załączam pytania w oryginale, bo czytać to ja umiem po angielsku, ale z tłumaczeniem to może pójść coś nie tak.
"A few questions for you to consider:
How are you feeling about the project ending soon?
What are you proud of?
Any regrets or disappointments you’d like to acknowledge?
What are you learning?
Do this project feel (almost) complete?
How can you transition with intention? What are you committed to doing by Day 100?
What is your creativity asking for now?"
Co czuję pod koniec tego projektu?
Że mogę w zasadzie wszystko - namalować, naprawić, uszyć, naszkicować, pokolorować, popatrzeć i coś wymyślić, szybko zmienić plan warsztatów, z powodu czegoś co nagle się stało aby popsuć wszystko (np. nie wzięłam istotnego elementu do bazy czy zapomniałam zabrać farby, klej, kredki cokolwiek). Czuję własną moc - taką kreatywną w głębi serca. Tę, która napędza pomysły i pozwala wierzyć w swoje możliwości. Że jak coś wiem lepiej, to zrobię to i tyle.
notesik zyskał nową okładkęZ czego jestem dumna?
Najbardziej z moich art journali, które mają nowe strony. I z tego, że odważyłam się przystąpić do grupy junk journalowej (polskiej) i zaprezentować śmieciowe dzienniki, które spały w szufladach kilka ładnych lat. I nawet się udało zdobyć nowych znajomych - równie zwariowanych na tym punkcie co ja. Dumna jestem też z tego, że po raz pierwszy zrobiłam pocket letter (i to temat ZEBRA, serio) i wymieniłam się z nim z kimś, kto otworzył przede mną drzwi do nowych inspiracji. I tam też się uczę nowych rzeczy. No i dumna jestem z tego, że codziennie tworzyłam coś małego. Że potrafię.
mój pierwszy pocket letter ZEBRA (wymianka na ScrapElektrownia)
A co z moimi żalami, rozczarowaniami?
Nie udało mi się codziennie pisać, wrzucać na Insta, robić reelsów, rolek, threadsów i czego tam jeszcze. Być może to nie moja bajka, ale chyba warto tak czasem pogwiazdorzyć tym, co siętworzy. Bo faktycznie to sprawia, że konto art_club_jorlandia ma więcej obserwatorów, no i poznaje się ludzisków przecudnych.
I tu gładko przechodzę do tego, co mnie nauczyło te 100 dni tworzenia.
Nauczyłam się nowych technik z gelli printem (monoprint), zaczęłam używać innych form wyrazu na ATC (nawet uszyłam kilkanaście), robię po raz kolejny pocket letter, zrobiłam nowe junk journale, nauczyłam się kilku "tipów" i odkryłam parę nowych trików związanych ze scrapbookingiem i art journalingiem. Nauczyłam się też, że moje warsztaty dla dzieci są super wyjątkowe głównie z powodu odwagi do stosowania materiałów prostych i niekoniecznie z najwyższej półki. To ośmiela uczestników do odważnego tworzenia bez obaw, że praca się zniszczy i nie dostaną drugiej szansy. Warto inwestować więc w pomysły i eksperymenty z formą, a nie tylko w drogie półprodukty.
W ramach mojej pracy w szkole i w przedszkolu (uczę religii i prowadzę warsztaty artystyczne) podjęłam próbę zrobienia z dziećmi paru nowych prac plastycznych obrazujących historie biblijne, opowieści o znanych postaciach, bajki i legendy. Okazało się, że nawet w krótkim czasie 20 minut można coś fajnego zrobić - tak to jest z grupą małych artystów gotowych na wszystko.
Uczę się tak dużo, że uwierzyłam w siebie i postanowiłam... tak, iść na podyplomówkę.
Jeszcze szukam - czy bardziej w kierunku plastyki w szkole czy arteterapii. Ale na pewno to zrobię.
Taki prezent na jubileuszowe urodziny - dyplom wbiję jako świeczkę w ten tort, zamiast magicznej liczby moich lat :D
art journal - Let it go...I dlatego - odpowiadając na kolejne pytania - czuję, że ten projekt stu projektów w 100 dni jest moim kompletnym dziełem.
Jeszcze wczoraj szyłam kolejne ATC, a przy okazji rolkę z "junków" jak ja to mówię, czyli taśmę hand made ze ścinków, która może służyć jako łatka do dżinsów, brelok do torby czy wstążka do związania notesu.
Chciałabym zrobić galerię tych stu prac. I to będzie to, co zrobię do końca tych stu dni. To moje zobowiązanie. Bo robienie galerii swoich prac to też projekt tworzenia, kreatywność i ciężka praca w ułożeniu w ładnej formie tego, co zrobiłam - czasami w kompletnym chaosie dnia codziennego.
notatka z podróży - krótki urlop
testowanie pomysłu na medale z kapsli dla zuchówOstatnie pytanie z listy podsumowania #the100dayproject to "O co cię prosi twoja kreatywność?"
Słyszę JĄ codziennie.
Wyłącz ten serial, idź coś uszyć.
Nie scrolluj tego badziewia - idź i namaluj coś.
A kiedy idę łąką z psem, czy mijam jakieś piękne ogrody i lasy - to ona woła: o patrz! patrz! to właśnie namalujesz na urlopie!
Nawet w środku zajęć, kiedy naprawdę nie mam czasu, albo rozmowy z kimś (najchętniej dość poważnej), ona nagle rozsiada się na samym środku mojej wyobraźni z jakimiś pomysłami.
- "A co Pani się tak zawiesiła?" - pyta mój rozmówca.
- "A nic, przepraszam, jakaś mgła pocovidowa, na czym to stanęliśmy...?" - tłumaczę odruchowo już kombinując potajemnie, i z tyłu głowy negocjując ostro z grafikiem dnia, kiedy mogę wyłudzić pół godzinki na szkic, obraz, stronkę w artjournalu, spisanie z pamięci wiersza, który mi właśnie się wymyślił...
Moja kreatywność jest stuknięta. I zawsze się odzywa, kiedy nie trzeba... a może właśnie tak trzeba, trzeba jej posłuchać? Zatrzymać się, zachwycić światem i zapisać ten zachwyt w jakiejś formie?
Nawet ostatnio kazała mi wyjąć z pudeł te dwie kolorowe spódnice, które dawno nie widziały świata. Koleżanki w pracy były w szoku (albo to była mina typu: matko, co ona na siebie włożyła)...
Moja kreatywność to nie tylko szaleństwo, taki odskok od codzienności, ale też odbicie wielkiego głosu wszechświata, śpiewu nocnego nieba, barw natury, struktur Ziemi, odcieni nieba i wszystkiego, co mnie otacza. To zew płynący od Największego Artysty - Stwórcy Świata - popatrz na to, co stworzone i inspiruj się. Twórz, szukaj natchnienia w tym, co widzisz i czujesz.
To uczyni twoje życie lepszym, zobaczysz.
No więc szukam dalej.
I Wy też szukajcie! Wystarczy rozejrzeć się dookoła.
kolaż z papierów wykonanych techniką monoprintu
twinchies - malutkie obrazki o wymiarach 2cale x 2 cale
twinchies art - NATURA
twinchies art z wyzwania grupy #minicollageclub











Ania kiedyś zrobiła podyplomowo sztukę i uczyła plastyki w szkole. Sporo jej wtedy pomagałem w tworzeniu różnych prac na zajęcia.
OdpowiedzUsuń