ATC fakty i mity - czyli co mnie ostatnio denerwuje w wymiankach kartami artystycznymi.
ATC fakty i mity
Ten post powstawał w mojej głowie długo. I muszę to napisać.
Pamiętam moje pierwsze karty ATC, które robiłam na urodziny firmy jednej ze scrapmistrzyni produkujących tekturki i grafiki do scrapbookingu. To było kilka lat temu. Towarzyszyło temu wiele wydarzeń związanych z promocją tej marki. I postanowiłam, że też się dołożę swoją twórczością do świętowania.
Już w wieku nastoletnim czytałam o takich kartach, o specjalnym uniwersalnym wymiarze liczonym w calach i o szczególnych okolicznościach, w których karty można było otrzymać/zdobyć/upolować.
Zwyczaj wymiany zaczął się w 1997 r. w Szwecji, kiedy M. Vanci Stirnemannn z Zurychu zapoczątkował wymianę 1200 kart (!!!) podczas wydarzenia swojego projektu "INK art & text". Podobno rok zajęło mu przygotowanie się do tego. Od tamtej pory te małe formy sztuki zyskały ogromną popularność wśród wielu artystów i ludzi zajmujących się twórczością.
Artyści zaczęli wymieniać się nimi przy okazji wydarzeń typu wernisaż, festyn, zlot, weekend artystycznych aktywności każdego rodzaju. Takie karty miały być jedyne w swoim rodzaju, jak wizytówka artysty tworzona tylko i wyłącznie na tę okazję. Były wymieniane za darmo. Karta za kartę. Do dzisiaj nie jest w dobrym tonie wystawianie ich na sprzedaż.
Aczkolwiek powstały pomysły komercyjne wśród twórców, które polegają na wykonywaniu miniatur swoich obrazów i prac na sprzedaż. I te miniatury w rozmiarach ATC są sprzedawane jako ACEO (Art Cards, Edition and Originals). Kolekcjonują je znawcy sztuki, którzy nie dysponują budżetem pozwalającym im na kupienie dużego oryginału.
Karty ATC wymienia się też w formie pocket letter
Czytałam zatem w zagranicznych gazetach i książkach, widziałam albumy z fotografiami kart z całego świata. A potem w internecie dowiedziałam się jeszcze więcej o kolekcjach takich kart. One były naprawdę wyjątkową pamiątką spotkania z żywym człowiekiem, wspomnieniem pasji i osobowości artysty.
Zawsze wydawało mi się, że w świecie ludzi spotykających się co jakiś czas na zlotach i w klubach twórczych takie karty są na porządku dziennym. I że nie ma szans, aby w jakikolwiek inny sposób uzyskać kartę od kogoś, kogo nie można spotkać na kreatywnej imprezce.
Jakież było moje zdumienie, kiedy wreszcie weszłam w różne grupy w Sieci, że karty ATC stały się pewnego rodzaju pretekstem do ... no nie wiem jak to nazwać - zawodów, kto więcej i komu więcej zrobi i wyśle. Istnieją grupy dedykowane tylko i wyłącznie wymianie takich kart. Nawet jeśli ludzie się nie spotykają w realu - karty krążą i krążą, i w ten sposób buduje się sieć kontaktów. Towarzyszą temu wyzwania, zadania, aby temat kart odzwierciedlał atmosferę grupy, charakter admina, lub po prostu służy to ożywieniu życia w fanpage'u.
W dobrym tonie jest dołożyć do tej karty garstkę prezentów - przydasiów. Często z racji oszczędnościowych (koszty wysyłki), uczestnicy wymianek umawiają się na więcej kart zbieranych tematycznie, albo wybieranych z kolekcji robionych "na zapas".
Początkowo z zachwytem i włączyłam się w dwie grupy. Wymianki zaowocowały poznaniu kilku naprawdę fajnych ludzi i przy okazji pomogły zaprosić więcej obserwatorów na Jorlandię na FB, Instagramie czy tutaj na blogu.
Ale w jakimś momencie, kiedy już się zaczęłam gubić komu i co wysyłam, aż w końcu popełniłam kilka towarzyskich gaf w związku z tym, zaczęłam się zastanawiać jaki to ma sens.
Seria kart tworzonych na wymianę.
Tym razem motyw Alicji z Krainy Czarów
Skoro nie zobaczę na oczy tych osób. Bo jak mam tylko imię i nazwisko, link do miejsca w internecie, a nie kojarzę go z konkretną osobą, z którą łączy mnie jakieś realne wspomnienie - to jaka to relacja?
Mimo to, generalnie cenię sobie kontakty z grup. Poznałam fajną dziewuszkę z mojej okolicy, która mnie natychmiast wciągnęła w różne rzeczy, o których istnieniu nie śniło mi się. Zaczęłam dzięki co niektórym koleżankom (wirtualnym z mesenżerka) próbować nowych rzeczy typu digital prints. Niektóre przydasie, które dołączane były do ATC często widziałam po raz pierwszy. Inspiracja gotowa! Są też osoby, które podziwiam i podglądam wiedząc, że nigdy nie będę tworzyć tego, co one (bo to nie mój styl i forma). Ale utrzymuję z nimi kontakt, bo mnie inspirują i motywują do eksperymentów twórczych.
Włączyłam się też do grup amerykańskich. Tam ATC są wykonywane zupełnie inaczej niż na scrapowych forach polskich. Często są malowane farbami, rysowane kredką, jednopłaszczyznowe bez warstw. Jest też sporo kolaży z resztek, z rysunków z gazet, ATC dowcipnych, zapierających dech i nawet obrazoburczych.
ATC z inchies (calineczka)
Ale wracając do idei ATC - zastanawiam się.
Bo według mnie straciły urok tej elitarnej kolekcji kart, których wartością jest wspomnienie o rozmowie przy kawie czy przy dziełach, które tworzymy razem przy jednym stole. Albo o tych, które przytaszczymy na zlot, żeby wzięły udział w wyzwaniu albo postały sobie na parapecie zachwycając przechodniów. I podglądając "jak to jest zrobione?", dopytując o to ", rozmawiając o tym "jaka to kolekcja papierów?" czy po prostu wzdychając/wyjąc/płacząc nad nimi z zachwytu - nawiązujemy więzi z autorami.
I postanowiłam, że koniec z tym masowym wysyłaniem kart w totalnym chaosie mego umysłu.
Wróciłam do pierwotnej idei - wymiany ATC tylko wtedy, kiedy szczególnie zależy mi na znajomości w grupie lub na twórczych relacjach z ludźmi, których mam okazję naprawdę spotkać, pogadać z nimi podczas różnych wydarzeń w życiu prawdziwym poza Siecią.
Posegregowałam ostatnio swoje ATC - te, które zrobiłam. Tylko kilka razy zrobiłam więcej w jednej serii niż 4 sztuki. Mam też tylko pary.
Ręcznie malowane robociki w parze.
Zawsze trzeba sobie też zostawić jedną. Moje są w segregatorze. A te ofiarowane przez twórców układam w pudełku ozdobionym i dedykowanym tylko tym kartom.
Po kilku latach wymianek mam prawie dwie setki ATC. Od niektórych osób, tych samych mam już kolekcję (jedna otrzymała osobne pudełko). Są też takie karty, które oprawiam czasem w malutkie ramki i wieszam w pracowni.
Często je oglądam i wspominam wymianę zdań, ludzi i ich blogi, stronki, na których chwalą się swą twórczością. I wiem, że to są ludzie, których twórcze działanie na zawsze pozostanie w mej pamięci.
No ale dość tego pisania. Będzie tworzyła się galeria ATC, które zrobiłam od 2022 r.
Mam nadzieję, że one zainspirują Was do bardziej tradycyjnego podejścia do tych kart.
Artist Trading Cards - wymieniam się teraz oszczędniej.
A jak jest u Was?
Podzielcie się w komentarzach swoimi przemyśleniami na ten temat.
P.S. Zdjęcia ATC w tekście są zrobione przeze mnie i pokazują moje prace.
















Komentarze
Prześlij komentarz