Moc kreatywności. To wciąż dla mnie nowe odkrycie w ramach międzynarodowego happeningu #dothe100dayproject
Dziś będzie dłużej. Opowiem Wam, co robi ze z człowiekiem codzienne wykonanie jednej małej kreatywnej rzeczy.
Modne słowo @creativity dla mnie oznacza moc i siłę ukrytą wewnątrz mojego serca. Dzięki tworzeniu bez presji i ograniczeń mogę wyrazić emocje, które ciężko opisać czy powiedzieć. Jak uwolnić kreatywność - o tym będzie ten tekst.
- Idę na stryszek po brudne szklanki, tylko na moment, zaraz wracam!
Moja deklaracja czasami kończy się tym, że znikam na trzy godziny. Rodzina myśli, że gdzieś wyszłam bez uprzedzenia, albo, że jeszcze jestem w pracy. A ja - faktycznie - wchodzę na stryszek do mojej mini pracowni tylko po brudne szklanki. Krótkie sprzątanie często zmienia się w zrobienie np. nowego wpisu w art journalu czy dokończeniu ATC (bo akurat suszyły się mix mediowe papiery z gelli plate).
Ci, którzy mnie znają, mawiają, że na starość włącza mi się niezdiagnozowane ADHD, albo że jestem już na wieki zwariowana i uzależniona od tworzenia. Ale ja mawiam - nie, ja po prostu mam pasję!
Dobrze, że mam teraz trochę czasu. Mam taki rok na dojście do siebie i zadbanie o zdrowie. Mniej pracuję zawodowo. Mogę tworzyć w każdej chwili i tak sobie zniknąć, nie zaburzając rytmu swojego czy kogoś innego. Tylko czasem rzeczywistość wzywa gromkim głosem moich dzieci:
- Mamooo jedziemy na trening!?
Kreatywność towarzyszy nam wszystkim. Są ludzie, którzy twierdzą, że nie ma w nich krzty kreatywnej mocy. A ja zawsze mówię: to nie jest prawda. Każdy z nas ją ma. Tylko nie zawsze sobie to uświadamiamy.
Jedni z upodobaniem urządzają swoje mieszkania, dobierają kolory, ustawiają meble, kwiaty, dekoracje, sprzęty. Wszystko trzeba najpierw wybrać, albo jeśli nie wybrać to dostosować to, co już mamy czy dostaniemy w spadku do wystroju i naszego gustu. Inni wszędzie wieszają obrazki, wisiorki, uzupełniając swoje otoczenie czymś ładnym. Są osoby, które sporo uwagi poświęcają swojemu wyglądowi. Potrafią dobrać ubrania, dodatki, makijaż, fryzurę tak, że sami zaczynają wyglądać jak małe dzieło sztuki. Są też ludzie, którzy tworzą teksty, wiersze, potrafią z rękawa sypać autorskimi żartami i anegdotami. Śpiewają, grają na różnych instrumentach, potrafią wymyślić piosenki z muzyką i tekstem. To też twórcze działania. Ludzie są z natury kreatywni. Ta moc w nas tkwi od urodzenia.
Spójrzmy na małe dzieci, które poznają świat. Jeżeli im nie przeszkodzi wymuszona edukacja plastyczna - są małymi artystami i nie boją się tworzyć. Nie raz podczas warsztatów młode mamy czy ojcowie nie chcą pozwolić kilkuletnim pociechom dać się pobawić klejem, farbą, skrapkami, kartkami i kredkami. "Bo oni wszystko pobrudzą i popsują". Ale kiedy już ich przekonam, że warto, że u mnie na zajęciach można robić bałagan i nie trzeba się martwić, gdy dziecko coś wyleje czy "zniszczy" (w moim słowniku art_clubowym nie ma takiego pojęcia, ale o tym za chwilę)... dzieci zaskakują swoich rodziców. Okazuje się, że malutki człowiek już po chwili dotykania wszystkiego małym paluszkiem doskonale orientuje się, co zrobić z kolorami i kartką i z klejem. Dzieci malują każdym kolorem, bez obaw, że coś nie pasuje czy "nie ma takiej barwy". Przyklejają dosłownie wszystko do kartki czy puszki, czy sklejki. Po chwili ja szukam nawet swojego ołówka i pędzla na pracach moich małych artystów.
Fajnie jest to obserwować - ten proces pokonywania strachu. Dorośli mają go w sobie sporo - obawiają się, że efekt będzie marny. I to wystarczy, żeby nie próbować. Dziecko nie ma takiego lęku, bo nie ma jeszcze w sobie wyobrażenia o finalnym efekcie. Po prostu tworzy, zanurza się w procesie, który je prowadzi. Tak powinniśmy robić, aby wyzwolić moc kreatywności. Malować, przyklejać, łączyć barwy, struktury, układać obok siebie kolory bez żadnego standardu palety barw. W każdej dziedzinie można to ćwiczyć. I po to jest takie wyzwanie jak #the100DayProject. Czyli - rób każdego dnia coś twórczego przez 100 dni.
Ostatnio zaczęłam obserwować różne kluby zrzeszające twórców z całego świata. Nie tylko profesjonalistów, którzy sprzedają swoje produkty, ale też amatorów, tych tworzących dla relaksu, z przyjemnością, bez presji. Takie kluby osób zwariowanych na wieki z powodu puszczenia luzem kreatywnej mocy.
Kiedyś tworzyłam tylko dla siebie. Zaczęłam od junk i art journali - zeszytów, w których tworzy się różne rzeczy z tego, co masz aktualnie pod ręką. Taki zeszyt ma postać oryginalnego pamiętnika emocji, które nie są spisane, ale zobrazowane. Wszelkie drobiazgi typu kawałki koronek, tkanin, nitek, guziczki, skrapki, taśmy, napisy czy naklejki można łączyć w dowolne kompozycje bez żadnych zasad.
To mnie zaprowadziło do tworzenia kartek, ATC #ArtTradingCards i obrazów czy pudełek.
Odkryłam w tej formie niezwykłą siłę wyrażania swoich uczuć, sposób na wypoczynek, odskocznię od różnych trudnych chwil. Relaksujące tworzenie uwalnia kreatywność. Wpadam na nowe pomysły, które potem mogę przenieść na inne dziedziny życia. Wymyślam nowe obrazy, które potem maluję. Piszę wiersze, które mi przychodzą do głowy. Czasem planuję też nowe warsztaty, wymyślam ich treść i formę.
Takie tworzenie jest ważne dla każdego z nas. Cokolwiek Cię pasjonuje może być bramą do uwalniania i wzmacniania swojej kreatywnej mocy. Spróbuj!
#the100dayproject2024 nadal trwa. Jeszcze można dołączyć. 😎
Popatrzcie w mojej galerii na Facebooku, co ja przez ten czas od 18 lutego już narobiłam. A ja powolutku stworzę też taką galerię tutaj na blogu.
Też czasami myślę o powrocie do blogowania ale jak na razie kompletnie nie mam natchnienia. Pisałem dwa blogi w życiu. Oba satyryczne. Jeden gdzie żartowałem z ludźmi na wszelkie możliwe tematy, od polityki po seks. Bylo dużo śmiechu. A drugi to były recenzje książek też na wesoło. Do dziś mam kontakt z kilkoma komentatorami z blogów. Z dwiema osobami spotkałem się nawet na kawie w realu w Olsztynie i Kołobrzegu. Może kiedyś zacznę znowu pisać. To była fajna autoterapia tak sobie żartować z ludźmi. Tylko czy w obecnych czasach internauci mają jeszcze poczucie humoru?
OdpowiedzUsuń